Z Comeniusem na Węgry


Kilka dni temu nasza grupa powróciła z wycieczki na Węgry. Gościli nas uczniowie i nauczyciele ze szkoły podstawowej w Tiszafũred, małym miasteczku, położonym w pobliżu parku narodowego.

10.10.2010 r.

Ponieważ już w sobotni wieczór zakwaterowaliśmy się w wygodnym hotelu Pepita, mogliśmy w niedzielny poranek rozpocząć zwiedzanie okolic miasta. Długo spacerowaliśmy nad rzeką Tisza, przyglądając się wędkarzom i wodnemu ptactwu. Byliśmy też na Mszy św. w katolickim kościele. Po południu pojechaliśmy do Budapesztu, by powitać na lotnisku grupę z Francji, a następnie wspólnie z nimi korzystaliśmy z uroków jednego z największych w Europie parków wodnych. Było mnóstwo atrakcji – zjeżdżalnie, kaskady, jacuzzi – wrażenia były niezapomniane, szczególnie, że wystrój przypominał starożytną metropolię.

11.10.2010 r.

W poniedziałek przywitano nas serdecznie w szkole – już podwórko wzbudziło zachwyt naszych uczniów: plac zabaw okazał się wspaniałym miejscem. Mimo że niektóre z urządzeń wymagały niezłej kondycji fizycznej – uczniowie z entuzjazmem próbowali każdego z nich. Było to także miejsce, w którym najszybciej następowała ich integracja z innymi dziećmi. Uczestniczyliśmy w lekcji matematyki prowadzonej w dwóch językach – po węgiersku i w Esperanto. Z dumą muszę stwierdzić, że nasza uczennica Natalia Czylok okazała się „Królową Liczb”. Potem wspólnie uczyliśmy się Esperanta – okazało się, że nie tylko uczniowie brali w tym aktywny udział.

Popołudnie spędziliśmy na zabawach i grach sportowych. Zdobyliśmy brązowe medale! Zostaliśmy też obdarowani pamiątkowymi koszulkami. Dużo zabawy było podczas szukania gwiazdek ukrytych przez Węgrów w parku– waluty, która służyć nam miała wieczorem do kupowania śmiesznych maskotek. Potem zwiedzaliśmy kościół kalwiński oraz wdrapaliśmy się na szczyt jego wysokiej wieży. Wieczorem – wspomniana już aukcja – mnie udało się wylicytować za niezłą sumę gwiazdek Garfielda... O ostatnie egzemplarze maskotek wywiązała się regularna walka – poszczególne grupy zjednoczyły się i licytowały ostro. Ostatni słoń stał się- niestety- własnością grupy z Bułgarii. Brakło nam gotówki, ok.50 gwiazdek.:)

Wszystko to było jednak doskonałą zabawą, w której było mnóstwo śmiechu.

12.10.2010 r.

We wtorek zwiedzaliśmy Budapeszt. Najpierw ze wzgórza obserwowaliśmy panoramę miasta, potem zwiedzaliśmy Muzeum Marcepanu, a następnie Kościół św. Macieja. Po południu zwiedziliśmy wspaniały budynek węgierskiego Parlamentu. Mieliśmy szczęście zobaczyć zmianę warty honorowej przy insygniach królewskich, które znajdują się w centralnej części budowli, którą projektowali, wykonali i wyposażyli wyłącznie Węgrzy. Szczególne wrażenie robiła na nas staranność wykonania wielkiej kopuły wieńczącej budynek oraz piękne, kolorowe witraże.

Duże wrażenie zrobił na wszystkich Plac Pamięci z kolumnadą i pięknymi rzeźbami oraz spacer ulicą ambasad.

13.10.2010 r.

Środa upłynęła nam pracowicie. Prezentowaliśmy wszystkim nasze symbole narodowe oraz uczyliśmy pozostałych uczestników naszego hymnu. Podobał się wszystkim. Mogliśmy potem wiele razy usłyszeć, jak śpiewali fragmenty refrenu naszego Mazurka: Marsz, marsz Dąbrowski.

Także Francuzi uczyli nas Marsylianki. Melodia podobała się nam bardzo, mieliśmy trochę kłopotów z wymową niektórych głosek. Potem węgierscy przedszkolacy zaprezentowali nam swoje piękne tańce oraz przedstawienie. Poszliśmy następnie do budynku sądu, gdzie uczestniczyliśmy w inscenizacji rozprawy sądowej – nasza grupa pełniła rolę świadków oskarżenia. Tak intensywnie spędzone przedpołudnie skończyło się smacznym poczęstunkiem – m.in. węgierskimi ciasteczkami serowymi. Po południu byliśmy z wizytą u pani burmistrz, która przedstawiła nam ciekawą prezentację o mieście i jego atrakcjach. Potem był relaksujący rejs po rzece Tisza, jeziorach i kanałach je łączących. Słoneczna pogoda ułatwiała obserwację ptaków wodnych i oraz ciekawych roślin.


14.10.2010r.

Dzień zaczął się od niespodzianki, którą urządzili nam nasi uczniowie – powitali nas śpiewem i prezentami z okazji Dnia Nauczyciela! Mogliśmy od razu użyć świetnych kubków do porannej kawy!

Po śniadaniu udaliśmy się na miejscowy bazar, na którym mogliśmy kupić smakowite, choć diabelnie ostre węgierskie papryczki. Zwiedziliśmy też remizę strażacką, gdzie strażacy pokazali nam, jak wygląda wyjazd wozów do pożaru. Chociaż wiedzieliśmy, że to tylko próbny alarm, szybkość i precyzja działania ekipy zaparła nam dech w piersiach.

Grupa bułgarska zaprezentowała nam potem ludową baśń bułgarską w języku Esperanto, a my – krótki, ale zabawny skecz Romeo i Julia.

Po południu też było ciekawie – pojechaliśmy do stadniny w Hortobagy, gdzie wszyscy zachwycali się małymi, zaledwie miesięcznymi źrebaczkami. Po drodze widzieliśmy też niezwykły, dziewięcioprzęsłowy, średniowieczny most zachowany od 600 lat w niezmienionym stanie. W pobliżu było również Muzeum Rzemiosła, w którym w plastyczny sposób przedstawiono stare zawody oraz narzędzia potrzebne do ich wykonywania. Tu można było kupić ciekawe, ręcznie robione pamiątki.

Dzień skończył się niezwykle atrakcyjnie – pojechaliśmy do parku wodnego w Debreczynie. Chociaż mniejszy od parku w Budapeszcie, również miał wiele atrakcji – mi.in. rwącą rzekę, a cały wystrój przypominał tropikalną wyspę – z wieloma żywymi roślinami, np. bananowcem.

15.102010 r.

Przed południem byliśmy w szkole – uczyliśmy się hymnu bułgarskiego. Ponieważ zapisany był łacińskimi literami, mogliśmy bez trudu go śpiewać a i słowa wydawały się znajome. Gorzej było z hymnem węgierskim. Nie dość, że Węgrzy mają właściwie dwa hymny – jednym rozpoczynają uroczystości, a drugim je kończą, to słowa i melodia były tak trudne, że sprawiały trudności nawet węgierskim uczniom.

Francuskie uczennice przedstawiły krótki film o swojej szkole tzw. lipdub oraz zabawne skecze. Natomiast węgierscy uczniowie zaprezentowali ilustrowaną obrazkami bajkę.

Zaprosili nas też przedszkolacy, gdyż akurat w tym dniu mieli Święto Plonów. Razem tańczyliśmy, uczestniczyliśmy w zawodach, a następnie zostaliśmy zaproszeni na poczęstunek, składający się z darów ogrodów i sadów.

Po południu na uroczystym spotkaniu z dyrektorem szkoły prezentowaliśmy nasze programy i oglądaliśmy występy artystyczne gospodarzy.

Wieczorem piekliśmy kiełbaski przy ognisku, a potem szaleliśmy na dyskotece. Bułgarzy uczyli nas swoich tańców, a Aleks z Węgier i Patryk z Polski – prezentowali break dance.

16.10.2010 r.

Rano wybraliśmy się do Muzeum Lalek w małym miasteczku Abįdszalók. Widzieliśmy tam lalki pochodzące z 68 krajów, m.in. z Polski. Były tam też lalki w autentycznych strojach ludowych ze wszystkich regionów Węgier. Widzieliśmy tam także wystawę etnograficzną.

Po południu byliśmy z wizytą u garncarki – artystki tworzącej w glinie. Dzieci były bardzo zainteresowane, w jaki sposób powstają piękne naczynia i wyroby dekoracyjne o tradycyjnych, węgierskich wzorach. Ponieważ zwiedzaliśmy pracownię bezpłatnie, w podziękowaniu nasza Hania Mruzek zaśpiewała piękną, śląską piosenkę, która bardzo się spodobała pani artystce.

Na koniec – dzieci nie mogły sobie odmówić zabawy na ulubionym, szkolnym placu zabaw, który z żalem pożegnały.


Teraz kolej na nas! Nasi przyjaciele z Węgier, Francji i Bułgarii przyjadą do nas w drugiej połowie maja przyszłego roku. Myślę, że przyjmiemy ich serdecznie, z prawdziwą, polska gościnnością!