Uczniowie naszego Koła Języka Esperanto Verda Arbeto znów wybrali się z wizytą do Czech. Gościliśmy w domach uczniów, którzy byli u nas w zeszłym roku, ale także poznaliśmy inne dzieci, uczące się esperanta. Wycieczka trwała cztery dni - od 22.05 do 25.05.2009 r.
Dzień pierwszy:
W drodze do Českiej Třebovej na Morawach zatrzymaliśmy się w Ołomuńcu. Najbardziej podobał się nam zegar astronomiczny na rynku. Podeszliśmy do niego akurat na chwilę przed tym, jak zaczął wydzwaniać kuranty, a postaci umieszczone nad licznymi tarczami zegarowymi zaczęły się poruszać. Na koniec wielki złoty kogut oznajmił głosno, że jest właśnie południe! Podziwialiśmy też piękne fontanny i zabytkowy Kościół Matki Boskiej Śnieżnej.


Dzień drugi:
We wszystkich wycieczkach brały udział również dzieci, które nas gościły, a nawet towarzyszyło nam kilkoro z rodziców - niektórzy z nich też znają esperanto. Już o ósmej pojechaliśmy pociągiem do miasta Svitavy, gdzie zwiedziliśmy Muzeum Esperanta. Potem poszliśmy przez niezwykle długi rynek do miejskiego parku, w którym rozkwitły setki różaneczników. W tym mieście, w pobliżu parku urodził się Oskar Schindler, znany z filmu Lista Schindlera - Niemiec, który podczas II wojny światowej ocalił życie wielu Żydom. Potem obejrzeliśmy nowoczesne wyposażenie straży pożarnej, a nawet zobaczyliśmy, jak ratuje się rannego kierowcę samochodu. Na koniec - Dzień Dziecka! Organizatorzy przygotowali dla nas oraz dla wszystkich dzieci z okolicy, które uczą się esperanta, mnóstwo konkursów z nagrodami. Naszym "zielonym drzewkom" udało się zdobyć wiele nagród - także za prezentację programu artystycznego, który tak spodobał się gospodarzom, że poprosili mnie o niektóre teksty.


Dzień trzeci:
Rano spotkaliśmy się przed kościołem w Ceskiej Trebovej. Okazało się, że ksiądz Adam jest Polakiem, który pracuje tam od kilku miesięcy. Przygotowano dla nas miejsca na samym początku nawy. I - niespodzianka: ksiądz przedstawił naszą grupę, pozdrowił nas po polsku, a cały kościół przywitał nas brawami!
Po południu wybraliśmy się pociągiem do Dlouhiej Trebovej. Tam trzeba było wdrapać się na wzgórze. Tam obejrzeliśmy stadninę koni. Największą atrakcją były małe źrebaczki oraz to, że właściciele pozwalali dzieciom karmić konie suchym chlebem. Wszyscy też spróbowali jazdy konnej, a potem podziwiali skoki przez przeszkody. Kiedy nad ogniskiem piekły się nasze kiełbaski, dzieci ujrzały za płotem małe, górskie kózki. Gospodarze pozwolili je karmić, a one ze stoickim spokojem znosiły głaskanie dziesiątek małych rączek.


Potem mogliśmy odpocząć w basenie w Ceskiej Trebovej - moczyć się w jaccuzzi lub zjeżdżać z 80-metrowej zjeżdżalni.
Dzień czwarty:
Pojechaliśmy pociągiem do stacji Svitavy - Lancov, by wiejską drogą wśród pól dojść do małej wiejskiej szkółki w Opatovcu. Mała - ale jak wyposażona! Nowiutkie ławki, nowe komputery, świeżo wyremontowana stołówka... A uczy się tam obecnie 25 uczniów! Przedstawili dla nas prezentację na temat Czech i Polski, a także pokazy taneczne. Potem udzielaliśmy wywiadu, szczególnie na temat szkoły w Polsce. Czeskie dzieci były zdziwione, że najwyższą oceną jest szóstka, gdyż u nich piątka jest najniższą oceną, a jedynka najwyższą. Kiedy świetnie bawiliśmy sie w niewielkiej, ale bogato wyposażonej sali gimnastycznej, okazało się, że juz nadjechał bus, którym mieliśmy wracać do domu. Zaprosiliśmy naszych czeskich przyjaciół do nas w przyszłym roku!
Teresa Konsek


